Wolontariat – czy to praca?

Ponad 3 tygodnie temu pojawiłem się w Bolzano. Do tej pory doświadczyłem tu wielu nowych rzeczy i każdego dnia dowiaduję się czegoś nowego. O tym miejscu. O języku. O sobie samym. Na blogu pojawiają się głównie wpisy z pięknymi zdjęciami otaczającej mnie przyrody. Może by tak w końcu napisać coś o samym wolontariacie. Hmm…nie jest to zły pomysł. Będzie o czym zrobić wpis na blogu. A może jednak nie, bo okaże się, że wolontariat to nie jest jednak taka sielanka…No dobra. 3 tygodnie to już sporo i czas coś wspomnieć o pracy 🙂 Więc jeżeli myślisz, że jestem na wakacjach  i nic nie robię, nie czytaj dalej tego wpisu. A jeżeli podejrzewasz, że blefuję, to też nie czytaj, bo będzie szczera prawda. A mimo wszystko i tak możesz przeczytać, bo zapewne Cię interesuje co ja tu właściwie robię. Do Bolzano przyjechałem dokładnie 5 września. Już na drugi dzień ok. 10 poszedłem do biura mojej organizacji (La Strada – der Weg) z myślą, że dostanę odpowiedzi na wszystkie pytania i będzie super. Dostałem odpowiedzi na część pytań. Nowe pojawiają się codziennie 🙂 Już wtedy okazało się, że tego dnia po południu mam się pojawić w świetlicy dla dzieci, gdzie odbywają się zajęcia pozalekcyjne. No to zaczynamy grubo! Od pierwszego dnia! UWAGA: Nie wolno publikować zdjęć osób pracujących, ani podopiecznych. Także tego nie będzie. Ale zdjęcia samego miejsca już tak 🙂 Także krótka wycieczka do miejsca pracy. Z mieszkania wychodzę na przystanek (2 min.). Następnie jadę autobusem (7 min.) by wreszcie przejść się aż 2 min. Wtedy już widzę, że świetlica jest blisko: img_20160926_140328 No to jeszcze parę kroków i zdjęcie z bliska: IMG_20160926_143341.jpg Za tymi drzwiami czeka mnie błogosławieństwo, albo przekleństwo. Przekonam się 🙂 Moje pierwsze chwile w tym miejscu były bardzo zaskakujące. W biurze dowiedziałem się, że na miejscu będzie Pan “Gabrysia”, która mówi po angielsku i wszystko wyjaśni. Okazało się, że nie było żadnej Pan Gabrysi, tylko dwie Panie mówiące po niemiecku. Hę??? 🙂 No to był początek. W tamtym momencie w ciągu kilku sekund uświadomiłem sobie, że nie ma wyjścia tylko trzeba zacząć mówić po niemiecku od samego początku. Nagle okazało się, że coś pamiętam ze szkoły z lekcji niemieckiego, które ostatnio miałem … 9 lat temu! A pamiętam do dzisiaj słowa mojej germanistki z liceum: “Uczcie się niemieckiego, bo nie wiecie kiedy się to przyda”. Przepowiednia się spełniła. Po 9 latach. Okazało się, że jestem w stanie rozmawiać w tym języku. A przy pomocy aplikacji w telefonie – słownik polsko-niemiecki – da się stworzyć nawet zdania 🙂 Wow! Mówię po niemiecku od 1 dnia. Rozglądając się w środku da się zauważyć, że porządek musi być. W końcu to nie byle jaka świetlica, tylko taka gdzie należy mówić po niemiecku. Ja wohl! Nie po włosku. Basta! IMG_20160926_141201.jpg Tutaj nasi uczniowie odrabiają lekcje szkolne. Na razie się nie pojawili, więc można jeszcze zrobić kilka zdjęc 🙂 Żeby było co na bloga wrzucić. IMG_20160926_141118.jpg No to się wygadałem. Porządek. Tak? Powyższe zdjęcie niezbyt to potwierdza. Powiedzmy, że poprzedniego dnia dzieci były bardzo aktywne jeśli chodzi o czytanie książek 🙂 A uczciwie mówiąc, jeśli komuś za mało zadań domowych, to na tym regale zawsze znajdzie się coś ciekawego by zając czas na świetlicy. I najważniejsze podczas odrabiania lekcji: IMG_20160926_141056.jpg Niemiecki to nie przelewki. Trzeba się mocno skoncentrować by coś ogarnąć. Kto się uczył ten wie. A jeśli dziecko nie zrozumie napisu po niemiecku, to niżej jest translacja po włosku. Jak dla mnie to aktualnie wersja niemiecka jest bardziej zrozumiała niż włoska 🙂 Napisów jest oczywiście więcej. Najważniejsze to nie wychodzić na zewnątrz przed 15: img_20160926_141447 W świetlicy są 2 duże sale: jedna służy do odrabiania lekcji, a druga do zabawy i do posiedzenia w trakcie przerwy. Tak, to tylko 4 godziny w świetlicy. Ale i tak 16-16:10 jest krótka przerwa. Wszyscy się zbierają (a przynajmniej powinni, nie jest to łatwe) i dostają coś do wypicia i coś do zjedzenia. Nie, nie. Pan Tadeusz jeszcze czeka na specjalną okazję. Tutaj się pije wodę albo sok. Jak już lekcje odrobione i nie ma przerwy to można się bawić. Od 3 tygodni jest jedna zabawa, która cieszy się dużą popularnością: “Wojtek złap mnie!” Albo druga wersja zabawy: “Teraz łapiemy Wojtka”. Wiec kto żyw ten goni. A najmniej żywy to jestem chyba ja sam, po  kilkunastu minutach takiej gonitwy. Są też do dyspozycji różne planszówki, puzzle, przybory do pisania, rysowania: img_20160926_141240 Albo coś bardziej ruchliwego na zewnątrz: IMG_20160926_142831.jpg No i moje ulubione miejsce z czasów młodości 🙂 Kto zgadnie? IMG_20160926_143241.jpg No tutaj jak zagram, to mogę się poczuć gwiazdą. Na bramce. W końcu jestem dosyć wysokim bramkarzem. Jak na te rozgrywki. Jakby tego było mało, to dam radę nawet wyjść na górę: img_20160926_142907 Ale tutaj to już nie jest miejsce dla mnie: IMG_20160926_142813.jpg To nie miejsca dla bramkarza:) Po 4 godzinach w pełni uwagi, słuchania niemieckiego (również włoskiego jak się okazuje), próbach rozmawiania w tych językach (niemiecki idzie całkiem dobrze, jak mówią gospodynie świetlicy), uważnego patrzenia czy ktoś się nie bije za bardzo i jeśli uda mi się uciec przez gonitwą grupy małych dzieci (6-10 lat), mogę wyjść i zajmować się innymi, równie ciekawymi rzeczami. To jednak jest bardzo wymagająca praca. Tylko 4 godziny, ale idzie się zmęczyć. Na razie tyle wystarczy na początek. Tym bardziej, że przed południem z reguły jestem w biurze na spotkaniach z różnymi ludźmi z La Strada. Wiele trzeba omówić, w końcu to dopiero pierwszy miesiąc. A jak będę miał okazję pracować też po włosku, to dopiero będzie jazda. 2 języki codziennie. 2 języki w rok. A i zapomniałbym – jeszcze angielski. Też codziennie jest potrzebny. Chociażby do porozumiewania się w mieszkaniu. Kto lubi praktykować naraz tyle języków? Łapa w górę!  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *