Willkommen in Südtirol!

SOBOTA Po 5 dniach aklimatyzacji i poznawania obowiązków, nareszcie nadchodzi ten upragniony weekend. Mam całe 2 dni dla siebie i mogę dowolnie planować co będę robił w tym czasie. Już nie mogę się doczekać kiedy zobaczę góry z nieco innej perspektywy niż balkon w mieszkaniu.  Dla przypomnienia, z balkonu widok jest niezwykle skromny: img_20160910_100421 Na początek za swój cel obrałem sobie kolejkę Funivia del Renon. Z mieszkania dojście tam zajmie mi jakieś 30 minut. Podjeżdżam zatem autobusem, aby nie spalić zbyt dużo kcal. Jestem już prawie na miejscu, więc tylko rzut oka na wejście do kolejki: IMG_20160910_111852.jpg Dobra, wystarczy już tych mizernych zdjęć. Najwyższy czas wystartować i wspiąć się wyżej. Mimo, że jestem we Włoszech to już w trakcie jazdy do góry w kabinie, słyszę prawie wyłącznie niemiecki. No dobra, ja wohl! A tymczasem pode mną: IMG_20160910_112916.jpg Przypomnę, że jestem w krainie niezliczonych winnic, zatem są i one: img_20160910_112720 Hmm, piękny widok. Jakby to przeliczyć na butelki? Chyba zamiast liczyć to lepiej się napić. Wystarczy dla wszystkich. Dobra, jestem na górze. A tu niespodzianka. Nie widać nic, poza zabudowaniami i drogowskazami. Ale czuć już ten alpejski klimat. Nie widać też tego słynnego świstaka co zawija czekolady, ale kiedyś Cię znajdę. Znajdę Cię. Po chwili spoglądam w prawo a tam pociąg. No to pewnie gdzieś zajadę. Idę do punktu informacji i ucinam sobie krótką pogawędkę z miłą Panią: po niemiecku, po włosku i po angielsku. Molto bene. Pociąg kursuje między Oberbozen (właśnie tu jestem) a wioską Klobenstein Ritter. Zatem wsiadam do: IMG_20160910_114117.jpg Przy wejściu tyrolski Pan Konduktor zauważa że w moim dowodzie osobistym jest zdjęcie gościa bez kapelusza, a “aber du hast der Hut”, ale udaje mi się w końcu wejść do środka. No to jadziem Panie! A po drodze przepyszne widoki: IMG_20160910_121219.jpg IMG_20160910_121552.jpg img_20160910_121718 30 minut minęło i czas wysiadać: IMG_20160910_122800.jpg Chwilę zajmuje mi, aby się ogarnąć i rozpoznać kierunki. Po chwili wchodzę do środka widocznego na zdjęciu dworca i kto zgadnie? Słyszę polski język. Podchodzę i pytam. Polskie małżeństwo 50-latków na wycieczce we Włoszech. W Bolzano. Pochodzą z Krakowa. A na stałe mieszkają w Anglii. Polacy to zawsze zadziwią, gdziekolwiek się nie pojedzie. Idziemy przez chwilę razem i rozmawiamy. A niżej kilka ujęć z tych jakże pięknych klimatów tyrolskiej wioski: img_20160910_123940 img_20160910_124645 Oczywiście, skoro jest godzina 12:50 to i siesta musi być: IMG_20160910_124756.jpg Wygląda to niesamowicie, ale idę dalej. O patrzcie, jest i opcja na leżing czy tam łomżing: IMG_20160910_125430.jpg Są też i kościoły, bardzo urokliwe: IMG_20160910_131012.jpg I żeby nie było, że to wszystko wymyśliłem, to jestem i ja: img_20160910_132012 Ktoś zapyta kto zrobił to zdjęcie? A to jest ciekawa historia. Tradycyjnie już spoglądam w prawo i moim oczom ukazuje się jakaś dziewczyna…turystka zapewne. Pytam i robi. Zdjęcie. Po krótkiej wymianie zdań po niemiecku okazuje się, że zmierzamy w tym samym kierunku. Chcemy zobaczyć piramidy tyrolskie. Rebecca jest w Bolzano przez miesiąc na praktykach w szpitalu. Pracuje w laboratorium. Bardzo miło się rozmawia. Szykuje się dłuższy czas ćwiczenia języka. Niemieckiego. No to idziemy dalej i oto są. One. Piramidy: img_20160910_133223 Lepsze takie piramidy niż żadne 🙂 Tradycyjnie już spoglądam w prawo a tam równie cudny widok: img_20160910_134807 A pomiędzy? img_20160910_140729 Same cuda natury: piramidy, góry i kobiety(a). La vita e bella! Czas już wracać. Droga chwilę trwa, ale po drodze nadal podziwiamy alpejskie krajobrazy no i oczywiście dużo rozmawiamy. Co za fart, ile niemieckiego poćwiczę. Przypadek? A kto powiedział, że to był przypadek. Chciałem poćwiczyć niemiecki to ćwiczę. IMG_20160910_141953.jpg img_20160910_153903 No to jesteśmy już na dole. Tam już nie tak cudnie, ale też da się żyć! IMG_20160910_174439.jpg I na tym kończy się historia. Żartowałem. Bardzo nam się podobała ta wycieczka. Nie kończymy zatem, ale idziemy do centrum jeszcze trochę pozwiedzać i poćwiczyć język niemiecki. Znaczy się to ja ćwiczyć, Rebecca to raczej poprawiać 🙂 Ale robię postępy i jest bardzo miło. Około godziny 17 wymieniamy się numerami telefonów i chyba pójdziemy gdzieś jeszcze razem w niedzielę, prawda? c.d.n.

1 komentarze on “Willkommen in Südtirol!

  1. Kasia K, Reply

    Wojtek,
    super wpis, z resztą jak pozostałe. Świetna sprawa taka realizacja pasji 🙂
    Pozdrawiam serdecznie i czekam na więcej!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *