Po pierwsze primo … czyli 5 wniosków

Jest piątek wieczór. Mija zatem 5 dni mojej wyprawy do słonecznej Italii. Zaraz, zaraz, jak to 5 dni? Mam wrażenie, że jestem tu już od miesiąca. Tak to już widocznie bywa w nowych miejscach. Dziesiątki nowych bodźców wokoło sprawiają, że głowa jest pełna nowych myśli i momentami już brakuje energii, ale na rezerwie też się da pojechać! 🙂 Skoro jest piątek to weekend już się zaczął i teraz czas na zasłużone 2 dni rozwolnienia…znaczy odpoczynku od codziennych zajęć. Zanim jednak zacznę swój wolny czas i będę krążył po okolicy, czas się podzielić kilkoma rzeczami o tym co mnie spotkało do tej pory.
  1. Po pierwsze primo: Wieża Babel – czyli jak dogadać się nie znając języka. Wspomniałem już poprzednim razem, że mieszkanie dzielę na razie z wolontariuszką z Gwatemali. Po angielsku praktycznie nic nie mówi, włoskiego zna tyle na ile pokrywa się z hiszpańskim. O polskim nie wspomnę. Mimo tego dogadujemy się coraz lepiej. Chodzę ze słownikiem i szukam włoskich słówek, aby powiedzieć jakieś zdanie. Do akcji wchodzi również gestykulacja. Efekt? Uśmiechów coraz więcej, więc chyba rozumiemy siebie coraz więcej? Wczoraj zainstalowałem nawet rozmówki polsko-hiszpańskie. Hola Linda!
  2. Po drugie primo: Ciao Bambini – czyli jak zostałem przedszkolankiem. Tak to prawda. Na początku mojej pracy w ramach wolontariatu będę miał za zadanie pracować z dziećmi 5-10 lat. Wprawdzie większość z nich już chodzi do szkoły, ale przedszkolanek brzmi dumnie. Kto z nas nie marzył by nim być? 🙂 Oczywiście po angielsku nie mówią nawet Panie opiekujące się tą świetlicą. Także mam przyjemność od początku mówić po niemiecku i po włosku. Czy może być skuteczniejsza metoda nauki języka?
  3. Po trzecie primo: Alimenti – czyli co tu można zjeść. “Buongiorno Italia gli spaghetti al dente” – tak zaczyna się słynna włoska piosenka Toto Cutugno. Spaghetti jeszcze nie jadłem, ale są też inne makarony i pizza oczywiście. A jak smakują! To są zupełnie inne smaki niż w Polsce. Mam nadzieję poznać ich jeszcze wiele. Organizacja, które mnie gości (La Strada – Der Weg) posiada depozyt jedzenia, które możemy zabierać co tydzień do mieszkania. Dzięki temu makarony, pomodore, groszki, fasole i jeszcze inne łakocie mamy jak w banku. Za wszystko inne zapłacę ze stypendium EVS. Da się zjeść dobrze 🙂 Buon appetito!  IMG_20160908_192039.jpg
  4. Po czwarte primo – Lavazza – czyli bez kawy nigdzie nie wychodzę. Nie od dzisiaj wiadomo, że lubię sobie wypić kawę dziennie albo trzy. I nie chodzi tu wyłącznie o moją korporacyjną przeszłość. Po prostu uwielbiam poczuć smak kawy w ustach. Ostatnio pitej bez mleka, bo wtedy kawa gubi swoje walory smakowe. Nie wspomnę już o tych niezliczonych stolikach ulicznych, gdzie można się rozgościć i wypić świetną kawę. Przy okazji rozkoszować się włoskim klimatem. Żyć nie umierać! IMG_20160906_122352.jpg
  5. Po piąte primo…ultimo – porażka jest nawiązką sukcesu – czyli aby mówić trzeba … mówić! Nie mam wyjścia. Jestem we Włoszech a tutaj mało kto mówi po angielsku. A nawet jak mówi, to wolałby rozmawiać w swoim ojczystym języku. Na szczęście moja koordynatorka z La Strada mówi 4 językami i na razie nie ma nic przeciwko rozmowy ze mną po angielsku. Ale we wszystkich innych sytuacjach nie ma innej rady jak po prostu zacząć mówić: po włosku albo niemiecku. Dlatego od początku to robię, nie przejmuję się tym, że ktoś mnie nie zrozumie, czy że powiem nieskładnie. Powiem parę razy i zacznie wychodzić! Poza tym na telefonie zainstalowałem słowniki pol-nie oraz pol-wło. Jeżeli czegoś nie wiem to od razu wpisuję i układam zdanie. Mówienie jeszcze nigdy nie było tak blisko na wyciągnięcie ręki 🙂
P.S. Po szóste primo – na piątkowy wieczór i nie tylko, polecam legendarną polską komedię, “Poranek Kojota”. Ciao Mariano Italiano!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *