Benvenuti a Bolzano!

Poniedziałek, 5 września 2016. Ostatnia noc na wyrwy już za mną. To były piękne 2 lata spędzone w tym jakże magicznym miejscu. Magicznym przede wszystkim ze względu na ludzi, którzy tam mieszkali i mieszkają nadal. Każdemu polecam pomieszkać tamże przez jakiś czas i stać się prawdziwym wyrwasem 🙂 Jak nie wiesz o czym mowa, to pomieszkaj a zobaczysz o jakiej magii mowa. Ale czas się zbierać na samolot. Rano wszystko już spakowane. img_20160905_103559 Oczywiście nie zapomniałem o polskim akcencie. Do Włoch wybiera się ze mną nasz kochany swojski Tadeusz 🙂 img_20160905_103533 Ups…waga pokazuje 16,1 kg a wykupiony mam na 15kg. Zobaczymy, mam nadzieję że się uda to przepchać do samolotu. No i stał się cud! Na lotnisku waga wskazuje 15,9 kg, a więc Pan Tadeusz leci do Włoch. Także jest nas dwóch …. Polaków. Oczywiście to prezent niespodzianka dla wolontariuszy których spotkam na miejscu, a którzy jeszcze nie znają smaku polskiej wódki. Jakoś trzeba zacnie reprezentować nasz kraj poza granicami. Wszystko przebiega zgodnie  planem, samolot startuje o 12:40 z krakowskich Balic. Pogoda dopisuje, więc pewnie będzie widać góry. No i są, oto one: img_20160905_134018 O 14:05 dotykamy włoskiej ziemi na lotnisku w Bergamo. To już ten moment kiedy wszystko co się stanie będzie zależało od tego czy będę otwarty na to co mnie spotka, czy też się załamię i zamknę w pokoju. Znając siebie to ta druga opcja mi nie grozi. A oto pierwszy widok po wyjściu z samolotu: img_20160905_141714 Dochodzę do holu na lotnisku i jest 14:20. Akurat 40 minut aby odnaleźć Flixbusa który zawiezie mnie prosto do Bolzano. Powiedziano mi, że bilet można kupić tylko online. Także próbuję się połączyć do aplikacji i kupić bilet przez transakcję internetową. Niestety przez 25 min nie udaje się połączyć z serwerem. Więc szybko zbieram ekwipunek i pędzę szukać Flixbusa. Ja włoskiego ni w ząb na razie, nikt nie mówi po angielsku. W końcu układam płynne zdanie po włosku i ktoś wskazuje mi miejsce postoju Flixbusa. Eureka, kierowca mówi po angielsku. Kupuję bilet i komu w drogę temu rozmówki polsko-włoskie. Gdy wchodzę do autokaru, wszędzie pojedyncze miejsca pozajmowane. Więc odwracam się w prawo i pytam pierwszą osobę czy mogę usiąść. I stała się rzecz niebywała, sympatyczna włoszka i do tego mówiąca po angielsku. Te kolejne 3 godz 45 min drogi będą bardzo miłe. Piacere! Przez większość drogi rozmawiamy o wszystkim i o niczym, o Włoszech i o Polsce. O tym co ja tu robię i co z tego wyniknie. Paola jest świetną towarzyszką drogi:) Po drodze śmieję się do niej, że mam nadzieję nie spotkać Polaka przez jakiś czas. A tu nie do wiary! 30 min do Bolzano, ktoś odbiera telefon z tyłu i co ja słyszę? Gość mówi po polsku ! No jesteśmy wszędzie. Postanawiam zatem się odezwać do niego. Ciekawa historia. Przyjechał na urlop się powspinać w Dolomitach. Pochodzi z Katowic. Mieszka w Glasgow od 5 lat i tam pracuje. Ma żonę Bułgarkę. Co za historia. Nareszcie dojeżdżamy do Bolzano. Benvenuti! Są wspaniałe widoki i czuć od razu mieszankę niemiecko-włoską wkoło. Na dworcu czeka na mnie Roberta, która wita mnie po włosku (ja również) po czym rozmawiamy po angielsku. Więc czuję się jak u siebie. Wymieniamy kilka zdań i dojeżdżamy do mojego mieszkania. W środku czeka już na mnie wolontariuszka z Gwatemali. Niestety po angielsku nie mówi. Po włosku też słabo. Raczej hiszpański. Więc porozumiewamy się na migi z mieszanką włosko-hiszpańsko-angielsko-niemiecko-polską. 🙂 Normalnie jaja jak berety. Na osłodę tej mojej podróży i różnych historii. taki oto mam widok z okna w mieszkaniu: IMG_20160906_084530.jpg To już wystarczy tych opowieści na początek. Już jestem ciekaw co będzie dalej. Na pewno opowiem! Ciao!

1 komentarze on “Benvenuti a Bolzano!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *